"Do Rzeczy" opisuje przebieg wydarzenia: "Wiplergate – co zarejestrowały taśmy?"

ePub czas dodania: 2013:10:31 22:47 komentarzy 0
Według naszego informatora z policji, doszło do szamotaniny, a nie celowej napaści posła na funkcjonariuszy. Nieprawdziwa jest też teza, jakoby Wipler z premedytacją "skopał" policjantkę. […] Czyli, jak tak dalej pójdzie, to policji w PRL-bis trzeba się będzie tak samo bać — jak się bało ZOMO czy milicji w komunistyczno-bolszewickiej PRl….

 

Wiplergate – co zarejestrowały taśmy?

Co zarejestrowały taśmy z monitoringu na ulicy Mazowieckiej w Warszawie, gdzie doszło do incydentu z udziałem posła Przemysława Wiplera i funkcjonariuszy policji? Według naszego informatora z policji, który taśmy widział, doszło do szamotaniny, a nie celowej napaści posła na funkcjonariuszy. Nieprawdziwa jest też teza, jakoby Wipler z premedytacją „skopał” policjantkę.

Tygodnikowi „Do Rzeczy” udało się dowiedzieć, że żaden z kilku materiałów filmowych zabezpieczonych przez policję, w tym monitoring lokalu przy ulicy Mazowieckiej, nie zarejestrował – z przyczyn technicznych – głosów uczestniczących w wydarzeniu. – Materiał zabezpieczono z kilku kamer, ale wszystkie te urządzenia mają charakter kamer przemysłowych. Nie rejestrują dźwięku – mówi nasz informator, wysoki rangą funkcjonariusz warszawskiej policji.

Co widać na nagraniach, jakie policjanci przekazali do prokuratury? Według naszego informatora najważniejszy jest fragment pokazujący zdarzenie „od przodu”. Według kamery doszło do niego między godziną 3.56 a 3.58. To błąd – w kamerze cofnięty jest zegar, w rzeczywistości do zdarzenia doszło kilka minut po godz. 4. Na nagraniu – jak opowiada nasz rozmówca – widać grupę dość intensywnie gestykulujących mężczyzn i interweniujących funkcjonariuszy policji. Jest też osoba przypominająca posła Wiplera – oparta o ścianę w pozycji półsiedzącej. – Nie bierze udziału w zamieszaniu. Prawdopodobnie drzemał lub odpoczywał, pewnie wyrwały go z tego syreny policyjne. Podchodzi do policjantów, prawdopodobnie trwa wymiana zdań. W pewnym momencie chwyta on funkcjonariusza za mundur, w okolicy szyi, jest to jakby szarpnięcie, ale nie bójka – opowiada nasz informator.

Co dalej na taśmie? Nie wiadomo, czy doszło do wyzwisk, ale widać, jak funkcjonariusz używa gazu. Wipler ma w tym momencie próbować odejść czy odsunąć się od policji. Funkcjonariusz podąża za nim, próbuje go zatrzymać, poseł się broni, dochodzi do szamotaniny, funkcjonariusz rzuca go na ziemię, siada na nim. Polityk jest praktycznie obezwładniony, ale policjant nie daje rady założyć mu kajdanek. Na pomoc spieszy funkcjonariuszka. To ją – jak opowiadał rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek – miał ponoć skopać Wipler.

Jednak ataku z premedytacją posła na policjantkę na taśmie nie ma. W rzeczywistości funkcjonariuszka zostaje uderzona nogą przypadkiem.

– To nie było celowe uderzenie. Zatrzymany, leżąc na ziemi, wierzgał nogami. I takim wierzgnięciem uderzył podchodzącą policjantkę – opowiada nasz informator. – Zatrzymany utrudniał interwencję policji oraz stawiał opór przy zatrzymaniu – i to jest bezsporne, ale na bazie zarejestrowanego materiału czy zeznań świadków nie można stawiać tezy, że poseł Przemysław W. z premedytacją zaatakował funkcjonariuszy. Była szamotanina przy zatrzymywaniu i wcześniej szarpnięcie za mundur policjanta – dodaje nasz rozmówca.

Dlaczego policja nie wystąpiła do prokuratury o upublicznienie taśm z nagraniem? Oficjalnie mówi, że było „za długie”. Nasz rozmówca twierdzi, że „chodziło o ochronę godności osobistej zatrzymanego”. Jednak całą środę policja informowała, że Wipler miał po pijanemu brutalnie napaść na policjantów.

Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski nie chce rozmawiać o sprawie, tłumacząc to względami śledztwa. – W sprawie pytań proszę kontaktować się z prokuraturą, której przekazaliśmy zgromadzony dotychczas materiał dowodowy, m.in. przesłuchania świadków czy też zapis z wielu kamer monitoringu – ucina Sokołowski.

Wojciech Wybranowski

Za: Tygodnik “Do Rzeczy”

————————————————————————————————

Znany antyreżimowy reżyser Grzegorz Braun miał rzekomo pobić policjantów już dwa razy..

We wrześniu 2012 Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola przedstawła reżyserowi G. Braunowi zarzuty mające związek z incydentem na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie podczas ekshumacja jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej.

Są to zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej policjanta, wdarcia się na teren cmentarza i nieopuszczenie go pomimo żądania, został przedstawiony 3 stycznia 2013 roku.

Jest to typowy zarzut wysuwany przez policję — gdy ktokolwiek nie podoba się policyjnym bandytom.

Niedawno i policja i prokuratura i sąd — chroniły policyjnego zwyrodnialca-bandytę, który napadł i pobił uczestnika Marszu Niepodległości…  A następnie ten policjant fałszywie oskarżył go na rozprawie w sądzie o napaść na policję! [sic!]

Policja pobiła przecież niedawno także i kibiców pod Otwockiem…Spraw ta znajdzie się w sądzie.

Jak tak dalej pójdzie, to policji w PRL-bis trzeba się będzie tak samo bać jak się bało ZOMO czy milicji w komunistyczno-bolszewickiej PRl….

—————————

Zdjęcie ze srony: http://www.wipler.pl/page/20/

licznik: 1328 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze
już tak jest dawno 0|0
a co do policji, to nie można wszystkiego zwalać na nich. co niby mają robić, rozwinąć czerwony dywan? jeśli chcemy skuteczności to powinni działać zdecydowanie. realia są takie, że jak się jest w pobliżu zdarzenia to trzeba się liczyć z konsekwencjami. a że się wybielają? co w tym dziwnego, a kto nie? a afery, kłamstwa, przekraczanie uprawnień zawsze będą. zamiast stawiać się po stronie tych 'JP' powinniśmy zasypywać rów bo to ma być nasza policja a my współpracować. to właściwsze niż danie się szczuć
2013-11-02 16:04